
W 1997 roku FC Barcelona prowadzona przez sir Bobby’ego Robsona zdobyła wicemistrzostwo Hiszpanii przy okazji odnosząc 28 zwycięstw i zdobywając 102 bramki. Ten wynik nie byłby możliwy, gdyby nie strzelecki wyczyn Brazylijczyka Ronaldo (Ronaldo Luiz Nazario de Lima). Brazylijczyk zdobył 34 bramki w lidze i w cugach zdobył tytuł Pichichi. Był to jego pierwszy i zarazem ostatni sezon w barwach Blaugrana po przenosinach z PSV Eindhoven. Jak na reprezentanta Canarinhos przystało Ronaldo wierny jednemu klubowi nie był. Pieniądze Massimo Morattiego skłoniły go na przenosiny do Interu Mediolan.
Zresztą trzeba zauważyć, że przez swoją (ciągle trwającą karierę) Ronaldo grał nie tylko w walczących od lat w Hiszpanii Barcie i Realu, ale także w obu klubach z Mediolanu. Chyba to najlepszy dowód na przywiązanie Brazylijczyka do barw klubowych. Wyczyn 34 ligowych bramek w jednym sezonie dopiero w ostatnim sezonie powtórzył Leo Messi. Jednak wiadomo, że Argentyńczyk nie jest środkowym pomocnikiem. Teoretycznie to nie do niego należy strzelanie największej liczby bramek w całej drużynie. Środkowy napastnik, którym w tym roku był Szwed Zlatan Ibrahimović strzelił tylko 16 bramek. Dlaczego ani Zlatan, ani inny środkowy napastnik grający w Barcie po Ronaldo nie powtórzył wyniku Brazylijczyka? W tym roku do Barcy trafił jeden z najlepszych napastników w Europie. Prześledźmy losy snajperów Barcy i Davida Villi poczynając od sezonu 1997/98.
Sonny Anderson
Pierwszym zawodnikiem, który miał zastąpić bramkostrzelnego Ronaldo był jego rodak, Sonny Anderson da Silva Nilmar. Brazylijczyk do Europy trafił z Guarani Campinas, a jego pierwszym europejskim klubem było Servette Geneva. Jednak prawdziwą karierę Sonny zrobił w AS Monaco. W zespole z księstwa rozegrał 3 świetne sezony. Jeśli piłkarz ten strzelał mase bramek w Monaco, to dlaczego miałby nie strzelać więcej w Barcelonie? Chyba tą myślą kierowali się włodarze Barcy przy decyzji w sprawie sprowadzenia tego piłkarza. W pierwszym sezonie gry w Barcelonie Brazylijczyk strzelił zaledwie 10 bramek. Można powiedzieć, że od strzelania bramek byli inni (Luis Enrique, Rivaldo), jednak to właśnie on grał na pozycji środkowego napastnika. Drugi sezon był jeszcze gorszy, ale tym razem przez większość sezonu Sonny był zmiennikiem Patricka Kluiverta. Po dwóch nieudanych sezonach i niespełnionych pokładanych w nim nadziejach Brazylijczyk musiał opuścić Camp Nou. Najciekawsze w historii Andersona jest to, że po powrocie do Francji, w barwach Lyonu strzelał sporo bramek i walnie przyczynił się do zdobycia przez ten klub dwóch mistrzostw Francji. Wygląda na to, że po prostu katalońska ziemia i presja wielkiego klubu po prostu mu nie posłużyły.
Patrick Kluivert
Holender jest wychowankiem Ajaxu Amsterdam. Już na początku kariery zasłynął strzeleniem zwycięskiej bramki z Milanem w finale Ligi Mistrzów w 1995 roku. Miał wtedy zaledwie 18 lat. Jednak po tym sukcesie potęga Ajaxu zaczęła powoli upadać, a Patrick skuszony pieniędzmi i większymi możliwościami zdobywania tytułów przeniósł się do AC Milan. We Włoszech jednak kariery nie zrobił, a jego sytuacja w Milanie zaczęła się robić trudna. Wtedy 1998 roku zgłosiła się po niego Barcelona. Holender w 6 sezonach gry dla Barcy strzelił 91 bramek. Patrick nie strzelał wielkiej ilości bramek na sezon (jego najlepszy wyczyn w lidze to 18 trafień), jednak był zawodnikiem niezwykle równym (średnia na sezon to 15,2 bramki na sezon). Kluivert przez lata swojej gry zdobył serca kibiców Baugrana i razem z Rivaldo i Saviolą rządził i dzielił w napadzie. Zdobył z Barcą dwa mistrzostwa. Wracając do głównej myśli trzeba jednak przyznać, że do wyczynu Ronaldo brakowało mu dość dużo. Szkoda, że w 2004 roku odszedł z Barcy w nienajlepszej atmosferze i to chyba jednak z nie swojej winy. Pamiętamy jednak jego piękne akcje w barwach Barcy oraz wyczyn na Euro 2000 gdzie wspólnie z Savo Milosevicem został królem strzelców. Po 6 sezonach w Barcelonie Patrick przeszedł do Newcastle, a później do Valencii, PSV i Lille, w którym zakończył karierę. Jednak Holender, w żadnym z tych klubów nie zrobił choćby w połowie takiej kariery jak w Barcelonie.
Javier Saviola
Gdy Javier Pedro Saviola przechodził do Barcy, z River Plate, miał zaledwie 19 lat i obok Pablo Aimara, był największą nadzieją Argentyńczyków. Barca kupiła młodego napastnika za astronomiczną wówczas kwotę (jak na tak młodego piłkarza) 25 milionów euro. Zaczęło się całkiem nieźle. W pierwszym sezonie gry Javier zdobył 17 ligowych bramek (sporo, aczkolwiek dwa razy mniej niż Ronaldo). Jednak później było już tylko gorzej. Może 13 i 14 bramek w następnych sezonach to nie tak mało, ale zbyt mała kreatywność, za dużo strat spowodowanych dryblingiem oraz wielka ilość zmarnowanych sytuacji sprawiły, że Barca postanowiła wypożyczyć Javiera. Po dwóch średnio udanych latach, w których grał odpowiednio w Monaco (2004/05) i Sevilli (2005/06), Argentyńczyk powrócił do Barcelony. Co ciekawe załapał się nawet do szerokiej kadry Franka Rijkaarda. Dzięki kontuzji i wyjeździe na PNA Samuela Eto’o, Javier zdołał wystąpić w kilkunastu spotkaniach i strzelił nawet 5 bramek. Jednak już od połowy sezonu wiadomo było, że Argentyński zawodnik odejdzie z katalońskiego klubu.
Okazało się, że Barcelona to za wysokie progi, a telenowela związana z przenosinami piłkarza skończyła się nieoczekiwanie. Wolny piłkarz wybrał ofertę odwiecznego rywala Barcy: Realu Madryt. Po dwóch bardzo słabych sezonach (2007/09)w Realu (więcej siedział chyba tylko Dudek), Saviola bez żalu został puszczony do lizbońskiej Benfici. Tam Javier się odnalazł i jest dość ważnym ogniwem w drużynie Jorge Jesusa, która odzyskała mistrzostwo, dla najbardziej utytułowanego portugalskiego klubu, po wielu latach.
Samuel Eto’o
Jeśli idzie o Kameruńczyka, to po raz pierwszy od czasów Ronaldo można z czystym sumieniem powiedzieć, że środkowy napastnik nie zawiódł. Samuel w czasie 5 lat gry dla Barcelony strzelił 108 bramek, a w swoim ostatnim sezonie aż 30 (nie zrozumiem nigdy dlaczego piłkarz strzelający tyle bramek, tak mieszający w szykach obronnych rywali i trafiający w dwóch finałach Ligi Mistrzów został tak łatwo oddany), czyli tylko o 4 mniej niż ponad 10 lat wcześniej Ronaldo. Eto’o jest wychowankiem Realu Madryt, a niechciany w madryckim klubie, karierę zaczął robić na Balearach w Mallorce. Tam właśnie wypatrzył go Frank Rijkaard i postanowił sprowadzić na Nou Camp. Po trudnych negocjacjach dotyczących trzech klubów (trudne były tylko z realem) Kameruńczyk przeniósł się w końcu do Barcelony. Było to przed sezonem 2004/05, czyli wtedy gdy na Nou Camp trafili też m.in. Deco i Giuly.
Już w pierwszym Gran Derby Kameruńczyk strzelił bramkę, a po pierwszym sezonie był uznawany za jednego z lepszych napastników w Europie. Wszyscy bardzo szybko zapomnieli o duecie Saviola – Kluivert, a para Ronaldinho podający do Eto’o była jedną z najlepszych maszynek do zdobywania bramek. Warto wspomnieć też o tym, że Kameruńczyk jest najlepszym strzelcem w historii Pucharu Narodów Afryki oraz jednym z najlepszych strzelców w historii FC Barcelony. Po latach okazało się, że sprowadzenie Samuela było strzałem w dziesiątkę, a włodarze Realu mogli sobie pluć w brodę, że nie poznali się na jego nieprzeciętnym talencie. Po zeszłorocznych przenosinach do Mediolanu „Czarna Perła” nie strzelił może tyle bramek co w Barcie, ale i tak walnie przyczynił się do zdobycia przez Inter potrójnej korony. Ciekawe kto po tym sezonie pluje sobie w brodę?
Zlatan Ibrahimovic
Eto’o odszedł, a rekord Ronaldo nadal nie został choćby wyrównany. Zlatan Ibrahimovic przyszedł za Kameruńczyka i to on miał się w poprzednim sezonie zmierzyć z obrastającym już w legendę wyczynem Brazylijczyka. Ostatnie świetne sezony Szweda w Interze pozwoliły wierzyć, że rekord byś może jednak padnie. Stało się coś zgoła odmiennego. Zlatan strzelił 16 bramek w lidze i w sumie i w sumie nie był to najgorszy wynik w porównaniu do poprzednich środkowych napastników, jednak biorąc pod uwagę oczekiwanie jest to tylko 16 bramek. Wygląda na to, że tak jak w poprzednich swoich dużych klubach (Ajax, Juventus, Inter), krnąbrny Szwed niedługo zagrzeje swoje miejsce w stolicy Katalonii. Nie wszystko w Barcelonie przychodzi mu z taką łatwością jak w Mediolanie. Poza tym nie wpływa on swoim zachowaniem dobrze na atmosferę w drużynie Pepa Guardioli. Akurat z tym Zlatan dobrze sobie radził w każdym klubie, którego barw bronił. Zarząd Barcy wiedział, że ryzykuje sprowadzając tego zawodnika i widać teraz jak na dłoni, że to jednak nie był dobry interes. Jednak jaki Zlatan jest taki jest i (mimo iż nie jestem jego fanem stwierdzam, że) powinno mu się dać kolejną szansę. To przecież bardzo dobry piłkarz i jest nadzieja, że się przebudzi. Być może 16 bramek to tylko początek, jednak większa szansa jest na to, że to już koniec. Szwedem są ponoć zainteresowane takie kluby jak Milan i Chelsea. Co jedna gazeta pisze co innego na temat piłkarza i nieraz przytacza błędne wypowiedzi zarówno jego samego i jego agenta. Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie.
David Villa
To już koniec omawiania tego co było, a raczej tego co się działo w Barcelonie na pozycji środkowego napastnika. Już na początku bieżącego okienka transferowego wszyscy kibice byli świadkami wielkiego hitu transferowego. Jeden z najlepszych napastników w Europie i z pewnością najlepszy obok Diego Forlana w Hiszpanii trafił do Barcelony. Teoretycznie jeśli piłkarz grający w Valencii wkomponuje się do takiego teamu jak Barcelona to będzie strzelał o 10 bramek więcej na sezon więcej niż w poprzednim (gorszym) klubie. Z Samuelem Eto’o ten eksperyment się sprawdził, więc dlaczego i tym razem miałby nie wypalić. W swoim pierwszym sezonie w Primera Division David w barwach przeciętnego wtedy Realu Zaragoza strzelił 15 bramek. Była to wtedy przepustka do lepszego klubu reprezentacji Hiszpanii. Natomiast jeszcze lepsza i równa gra (średnio 21,6 bramki na sezon, a najwięcej 28 w sezonie 2008/09) w Valencii pozwoliła Davidowi przenieść się do Nou Camp. Kto dogrywa najwięcej piłek w reprezentacji Hiszpanii do Villi? Oczywiście Xavi i Iniesta. Zrozumienie Davida z tą dwójką zawodników jest na boisku aż nadto widoczne. Dlatego rzeczą wręcz niemożliwą jest nie odnalezienie się jego w stylu gry Dumy Katalonii. David! My kibice liczymy na Ciebie.
Na koniec słów kilka o Leo
Grzechem było by nie wspomnieć choć na chwilę o wyśmienitym strzeleckim wyniku Leo Messiego w zeszłym sezonie. „Atomowa pchła” to zupełnie inna bajka niż reszta zawodników. Argentyńczyk w tej chwili bije innych piłkarzy na głowę i nie da się ukryć, ze gdyby nie on, to z piłkarzami Barcy nieraz nie byłoby za dobrze. Leo zdobywa nie tylko piękne bramki, ale przede wszystkim ważne. Poza tym posiada na boisku niezwykle ważną cechę, która nazywa się myśleniem. Leo ma szansę stać się najlepszym piłkarzem w długiej historii futbolu. A przecież ma dopiero 23 lata. Diego Maradona zapytany o to czy jego drużyna ma szanse zdobyć mistrzostwo świata odpowiedział: „Ja mam Messiego”. Akurat w tym przypadku ciężko się z „Boskim” Diego nie zgodzić. Leo już nie raz udowadniał, ze w pojedynkę jest w stanie wygrać mecz nie tylko z przeciętniakiem, ale tez z bardzo dobrymi drużynami.
Na koniec pamiętajmy, że indywidualne rekordy nie są najważniejsze. Liczy się każda bramka która przybliża drużynę do sukcesu i choćby trafiła się ona komuś jak ślepej kurze ziarno to może być to bramka na miarę np Ligi Mistrzów (tak jak jedyna bramka Bellettiego w barwach Barcy w oficjalnym meczu w 2006 roku). Jednak wszyscy raczej zapamiętają wyczyn Leo Messiego na długie lata, a 16 bramek Zlatana pójdzie w niepamięć. W przyszłym roku dla Barcy będą strzelali Messi, Villa, Pedro, Bojan i być może Ibrahimović. Zobaczymy czy ktoś będzie w stanie nie tylko wyrównać, ale i pobić trzynastoletni rekord Ronaldo Luisa Nazario de Limy.
[Źródło:
własne]